Hejka :)
Na początku chciałabym Wam bardzo podziękować za wszystkie życzenia pod postem rocznicowym. Nie było ich może zbyt wiele ale i z tych kilku bardzo się cieszę :) To znaczy, że jest choć mała garsta osób, które życzą mi dobrze.
Ten piękny roczniowy dzień niestety już się skończył ale powiem Wam, że udało mi się spędzić go wspólnie z mężem od samego rana do wieczora. Było coś dla ducha i ciała. Rano wybraliśmy się do kościoła w którym barliśmy ślub, później były smakowite, białbrzeskie lody, a skończyliśmy basenem i pizzą.
Być może dla niektórych to żadna rewelacja, ale ja byłam bardzo zadowolona, że możemy spędzić tyle czasu razem.
W ostatnim czasie mój Norbert bardzo dużo pracował. Wychodził z domy wcześnie rano, a wracał około 21 bo praktycznie z jednej pracy leciał do drugiej. Nie widywałam go zbyt wiele. Kiedy przyszedł weekend najczęsniej jechałam na uczelnie, a jeśli nie mój mąż raczej skupiał się na tym aby odpocząć trochę i nie chciał nigdzie wychodzić. Także bardzo cieszę się, że tak udało Nam się spędzić tą rocznicę. Do pełni szczęscia brakuje mi z jego stony tylko jakiegoś kwiatka ale przeboleję to :)
W czasie dnia wpadliśmy też do teściów, którzy złożyli Nam życzenia i bardzo nas zaskoczyli.
W holu czekało na nas wielkie pudło z przyczepioną czerwoną kokardką :)
Zawartością tego pudełka okazała się piękna zastawa obiadowa!
Wiem, że nieładnie jest się chwalić ale tak bardzo ciesze się z tego prezentu, że musze Wam go pokazać :)
Przyznam, że tesciowa idealnie trafiła w mój gust bo na prawdę uważam, że porcelana jest piękna i wierzę, że kiedyś, kiedy będę urządzać już własne mieszkanko, idealnie wpasuje się w moje schabby chick'owe wnętrze :)
Choć sama też lubie nowoczesne nakrycia myślę, że pasują raczej na co dzień, a ta zastawa jest bardzo klasyczna, elegancka a zarazem delikatna więc pasuje na każde święto czy uroczystość.
Bardzo, bardzo się cieszę i nie wiem czy umiałam to odpowiednio okazać bo byłam tamtego dnia trochę skołowana. W kazdym razie wiem, że sama pewnie nie szybko wpadłabym na pomysł zakupienia czegoś takiego, bo zawsze byłoby coś ważniejszego, a takto już mam przy czym przyjąć gości :) Póki co 12 osób, ale będę sukcesywnie kompletować dalej :)
Tak abstrachując od tematu nakryć, ciesze się trafiłam na takich fajnych teściów, którzy traktują mnie jak własną córkę, a przynajmniej tak myślę ;) Tyle jest kawałów o zrzędliwych teściowych, a moja do żadnego nie pasuje ;)
I nie mówię tego wyłącznie z powodu zastawy.
W przyszłą niedzielę (13.07) teściowie zamówili Nam w kościele mszę z okazji naszej rocznicy. Postanowiliśmy, że po niej zamiast obiadu czy ciasta zaprosimy moich i Norberta rodziców do teatru.
Długo zastanawiałam się gdzie i na co moglibyśmy pójść. Przyznam, że jak na ten rodzaj spędzania wolnego czasu zabrałam się za organizację trochę za póżno bo koło 20 czerwca ;/. W tamtym czasie w radomskim teatrze mimo i tak niewielkiej ilości sztuk na wszystkie miejsca były już wykupione więc musiałąm pomyśleć o warszawskich teatrach.
Wkońcu wybrałam ,,Szalone Nożyczki'' w teatrze Kwadrat i... już postanowione :)
Ktoś z Was może był? Polecacie? Ja o tej sztuce słyszałam wiele dobrego więc pomyślałam, że cała nasza 6-stka powinna się na niej dobrze bawić :)
Nie mogę sie już doczekać niedzieli :)
Ale dobra, dośc chwalenia i zachwalania :) Teraz czas na anioła i aniołki :)
Na początek przedstawiam ,,anioła na szczęście'', którego historia jest bardzo długa i burzliwa ale za to z happyend'em :)
Ulepiłam go już dośc dawno. Obecnie nie pamietam ale wiem, że na dworze było jeszcze zimo. Nie bardzo mi sie z początku podobał więc inspirując się pomysłem Szczypty Magii postanowiłam go przerobić. Podoklejam do niego tzw. ,,póra'' z ciasta trochę przypominające małe listki. Tak bardzo mi się spodobało ozdabiane go, ze koniec końxców cały był pokryty ''pierzem'' z ciasta rzecz jasna ;) Nie wyglądało to jakoś specjalnie zachwycąco, ponieważ anioł po tym jak obrósł w pióra nagle stracił w moich oczach. Stał sie jakiś mało przyjemny.
Włożyłam go do kartonu z cudami (jeśli nei pamietacie to mój karton nieudanych prac) i zaniosłam na strych. Poleżał tam kilka miesięcy aż w końcu kiedy wybierałam się na strych po letnie ubrania rzucił mi się w oczy. Pomyślałam ,,całe szczęście, że go tam znalazłąm i w czasie tych wilgotnych miesięcy się nie rozpadł''.
A ponieważ była to moja pierwsza myśl po znalezieniu go musiał stać się aniołem ''na szczęście''.
Przeszedł małą metamorfozę. Bardzo się napracowałam, żeby w kńcu go całego obedrzeć z tych piór. Później przeszlifowałam go papierem ściernym i przykleiłam koniczynkę z biedronką. Pomalowałam mu na nowo buzie i chyba przyznacie, że wygląda na szczęśliwego :)
I na koniec trzy średniej wielkości aniołeczki :)
Lecę już :)
Życzę Wam miłego wiczoru :)
Pozdrawiam cieplutko,
Oliwka