wtorek, 4 marca 2014

Anioły i mapa skarbów.

Witajcie :)
Dziś wpadam do Was nie tylko z nowymi tworami ale także z tym czym chce się z Wami podzielić.
W zasadzie nie wiem od czego zacząć tak, żeby każdy zrozumiał sens tego wszystkiego więc może na początek pokaże ostatnie aniołki. Druga cześć wpisu zapowiada się na dosyć długa wersję ''hard'' moich niecodziennych wypocin więc dla tych, którzy wpadają do mnie tylko pooglądać słone lepianki na początek wpisu wstawiam anioły.





A niedawno też powstały króliki, które można by powiedzieć są moją ''zabawą'' podczas robienia innych zamówień :)


Dobrze a teraz przejdę do sedna tematu zawartego w tytule.
Zwykle nie piszę o tym na blogu, a w dzisiejszych czasach też staram się nie mówić publicznie, ale wierzę w niezwykłą moc podświadomości. Wiem, że wiele osób obecnie ma świadomość, że swoje marzenia i plany należy wizualizować ale mimo takiej wiedzy niewielu z nas na prawdę w to wierzy i praktykuje. 
Ja wierze.
Aby wyjaśnić Wam całe sedno wizualizacji potrzebowałabym wielu, wielu stron bloga więc może polecę Wam świetną książkę ,,Potęga podświadomości'' Josepha Murphy, którą kiedyś Wam już polecałam. W niej jest zawarte wszystko w tym temacie.
Ale dla tych, którzy nie mają czasu do niej zajrzeć powiem tyle, że wszystko to co nas otacza to jakiś rodzaj energii. Wszystkie nasze działania, słowa, zachowania, myśli a także to co mówią i myślą inni. Ogół tych wszystkich energii ma ogromny wpływ na nasze życie. 
Np. Jeśli głęboko wierzymy, że coś się uda, jesteśmy przekonani o naszym sukcesie a do tego nasi bliscy i przyjaciele myślą tak samo wtedy jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że odniesiemy ten sukces. Jednakże kiedy dosięga nas zwątpienie, a obok znajdują się ludzie, którym na rękę jest to aby nasze działania nie zakończyły się powodzeniem, prawdopodobnie nie odniesiemy sukcesu.
Dlatego największą siłą, która może pomóc nam w realizacji planów, postanowień a nawet spełnienia marzeń jest wizualizacja i wiara w to co chcemy osiągnąć.
Niestety przez codzienną gonitwę, obowiązki, zobowiązania i zmęczenie najczęściej zapominamy o tej wizualizacji.
Bardzo ciekawym rozwiązaniem jest zrobienie sobie tzw. ,,Mapy Skarbów'' czyli obrazka w formie kolażu, który każdego dnia będzie nam przypomniał o tym aby przez chwilę pomyśleć i powyobrażać sobie to czego najbardziej w życiu pragniemy.
Ja o mapie dowiedziałam się od mojej mamy, która od wielu, wielu lat interesuje się właśnie wpływem podświadomości na nasze życie, ezoteryką , biologią i siłą natury.
Ona przeczytała kiedyś o tym w gazecie ,,Gwiazdy mówią'' w której co roku w tym czasie publikowany jest artykuł na temat mapy, który też możecie przeczytać jeśli będziecie tym zainteresowani.
Ok ale może troszkę więcej przykładów i konkretów.
Mapę Skarbów możemy wykonać w dowolnym czasie podczas roku jednakże najlepszym na to okresem jest czas końca wiosennego przesilenia do pierwszego nowiu po wiosennym przesileniu. W tym roku okres ten trwa od 1.03 do 30.03 w tym czasie wpływ siły księżyca i natury na nasze życie jest bardzo duży wobec tego jest to czas na uporządkowanie swojego życia i skonkretyzowanie naszych planów i postanowień. 


Od czego trzeba zacząć? 
Kiedy rozpocznie się ten czas należy przeglądać stare gazety, pocztówki, różnego rodzaju ulotki i wszystko to co mogłoby nam posłużyć na zobrazowanie marzeń w formie obrazkowych symboli. Za chwilę zobaczycie to sami na moim własnym przykładzie, którym się z Wami podzielę.
Wycinamy z gazet to co chcemy wkleić do naszej mapy i magazynujemy to w jakiejś teczce tak aby nam nie zginęło. Nie musimy od razu znaleźć wszystkiego ale przeglądając gazety warto zwrócić uwagę na to co mogło by się przydać. Np. jeśli pragniemy aby w najbliższym roku zaczęła poprawiać się nasza sytuacja finansowa szukamy obrazku z pieniędzmi, złotem i wszystkim co obrazuje bogactwo. Jeśli naszym marzeniem jest poczęcie dziecka szukamy radosnego bobasa, jeśli marzymy o nowej pracy w konkretnej branży szukamy czegoś co z tym stanowiskiem się nam kojarzy itd.
Do tych wycinek potrzebne nam będzie jeszcze w miarę aktualne zdjęcie, które wklejamy w samym środku mapy tak aby patrząc na nią widzieć siebie w samym środku swoich przyszłych osiągnięć.
W momencie największego przesilenia czyli w tym roku 30.03 przygotowujemy sobie coś co będzie tłem do naszej mapy i przyklejamy tam wszystko. Ja np. pomalowałam na jeden kolor stary obrazek wykonany na płycie wiórowej i tam poprzyklejałam wszystko.
Moja pierwsza mapa, którą zrobiłam w wieku 15 lat wygląda tak:


Jest już bardzo stara, brudna i zniszczona. Przeżyła wiele zmian w moim pokoju, leżała na strychu a także zapomniana na szefie gdzie miał na niej legowisko mój kot więc nie wygląda zbyt starannie ale swego czasu zajmowała honorowe miejsce w moim pokoju i patrzyłam na nią każdego dnia.

Jeśli mogę powiedzieć Wam coś co zachęciło by Was do stworzenia własnej powiem, że prawie wszystko co jest w niej zawarte się spełniło.
A to już wyjaśniam.
Mapa nie zawiera wiele marzeń ponieważ w owym czasie byłam jeszcze bardzo niedojrzałą nastolatką, której głównym problemem było to, że zostawiła ją jej pierwsza wielka miłość. Teraz wydaję się to zabawne ale wtedy mój świat się zawalił przez takie właśnie wydarzenie.
Praktycznie wszystko co robiłam kręciło się w okół tego aby mój wymarzony chłopak zwrócił na mnie znowu uwagę. 
W prawym górnym rogu są połączone ustami dwa znaki zodiaku. Mój (waga) i jego (baran), które miały symbolizować to, że będziemy znowu razem. Przez wiele różnych sytuacji kiedyś zerwałam ten znak bo miałam wrażenie, że moja mapa źle zinterpretowała moją prośbę. Poznawałam kolejnych chłopaków, z których co jeden był gorszy i w zasadzie z żadnego nie byłam zadowolona, a ich wspólnym mianownikiem był właśnie znak zodiaku, który zawarłam na mapie. Teraz z tego obrazka został już tylko strzępek :)
Nie wszystko umiałam zobrazować graficznie więc moja mapa zawiera dużo napisów ale to też pomagało w wizualizacji.
Oprócz marzeń o powrocie mojego pierwszego chłopaka, były jeszcze marzenia związane ze zdrowiem, ogólnym szczęściem w życiu, ukończeniem szkoły, osiągnięciem sukcesu w teatrze, poprawianiem sytuacji materialnej mojej rodziny a także tym aby spotykać w okół siebie osoby, które będą miały wobec mnie szczere intencje. W młodym wieku miałam bardzo duży problem z odróżnieniem przyjaciół od wrogów. Żyłam w przekonaniu, że jeżeli ktoś się do mnie uśmiecha i sprawie wrażenie życzliwego to mogę uznać tą osobę za przyjaciela. Niestety bardzo często jest odwrotnie. Miałam wtedy ,,przyjaciółkę'' , której ufałam i zwierzałam się ze wszystkiego co spotkało mnie dobrego jak również z porażek i smutków. Bardzo źle się to dla mnie skończyło. To było 6 lat temu więc teraz nauczyłam się podchodzić do wszystkich znajomych z rezerwą bo czasm można się pomylić nawet mając dużo więcej lat niż ja. Nie mam przyjaciółek i ich nie szukam, mam za to dużo koleżanek z którymi pozostaje w bardzo dobrych stosunkach może własnie dlatego, że zawsze jest między nami jakiś dystans.
W lewym dolnym rogu jest bardzo charakterystyczny turecki znak ,,oko proroka'', który nie wiem w jakim wierzeniu ale gdzieś oznacza odepchnięcie od swojej osoby wszystkich negatywnych energii wysyłanych przez innych ludzi. A tych zawsze obok mnie kręciło się sporo- więc namalowałam sobie takie.
W tym roku zrobię nową mapę, bo powinnam zrobić to już dawno. Odnośnie realizacji marzeń to: MIŁOŚĆ- Chłopak, który kiedyś lata temu zostawił mnie i o którym długo, długo myślałam teraz jest moim mężem. I przez te wszystkie lata kiedy mnie nie było nie miał żadnej dziewczyny. Bardzo zależało mi tworząc mapę aby to zawsze chłopak starał się o moje względy a nie odwrotnie. Świetnie to obrazuje obrazek po prawej stronie. Mogę śmiało stwierdzić, że obecnie mimo iż jestem już po ślubie tak właśnie jest :)
UKOŃCZENIE SZKOŁY- Całkiem nieźle też ukończyłam szkołę średnią i obecnie studiuję.
URODA- Kiedy robię aniołki i coś mi nie wychodzi, zawsze pocieszam się, że Pan Bóg też na pewno się starał i nie zawsze mu to wyszło. Np. u mnie :) Tu za dużo, tam za mało :) :) :) :) Ale za to mam dwie ręce i nogi, oczy z przodu a reszta ujdzie w tłoku :)
DOM- Powoli się modernizuje. Ale od czasu mapy wygląda już znacznie lepiej.
TEATR- to marzenie, które za mało wizualizowałam i niestety nie wyszło. Może by się udało ale wtedy inne z marzeń nie mogłyby się spełnić.

Mój przykład nie jest zbyt imponujący ale są osoby, którzy dzięki wizualizacji wyszły z ciężkiej choroby, doczekały się długo oczekiwanego potomstwa czy po długim czasie znalazły druga połowę. Niektórzy mogli by powiedzieć, że pewnie i bez tego moje losy, a także losy innych ludzi, potoczyły by się tak a nie inaczej ale ja wierzę, że to właśnie ta wiara i wizualizacja ma wpływ na nasze plany i marzenia.

,,Wiara czyni cuda'' więc myślę, że należy wierzyć i pomagać sobie wszystkimi możliwymi sposobami Np. takimi jak mapa.
Czekam na wasze komentarze. Jestem ciekawa czy zachęciłam Was czy macie może inne zdanie :)
Pozdrawiam Was ciepło,
Oliwka :)

poniedziałek, 3 marca 2014

Wiosenne anioły

Witajcie,
Wczoraj wróciłam z kolejnego zjazdu na studiach. Z przykrością stwierdzam, że ciekawych nowinek z moich studiów będzie coraz mniej, przynajmniej na razie bo niewiele się dzieje.
W każdym razie na przestrzeni ostatnich miesięcy zaczęłam sobie zadawać pytanie ,,Czy ludzie boją się pytać o to czego nie wiedzą, czy może tylko ja tak mało wiem?''. Najczęściej podczas pobytu w szkole znajdzie się coś czego nie rozumiem i muszę o to zapytać. Wtedy zawsze trochę mi głupio bo mam świadomość, że jeśli na ćwiczeniach w 16 osobowej grupie tylko ja pytam to jest to  równoznaczne z tym, że tylko ja nie wiem.
Może też być tak, że każdy wychodzi z założenia ,,A co ja się będę ośmieszał, później sobie wyGoogle'uje'' a mnie korci, żeby wiedzieć od razu. Poza tym zawsze myślę, że tak jest łatwiej bo przynajmniej bardziej wejdzie mi to w głowę, niż gdybym miała to przeczytać.
Czasem są to rzeczy dość prozaiczne kiedy nie rozumiem jakiegoś wyrazu. Nie jest łatwo też zdobyć się na odwagę, żeby o tym powiedzieć bo wiadomo, że jeśli więcej bym czytała, to nie miałabym takich problemów.
Ostatnio w artykule, który czytaliśmy na zajęciach ze źródeł informacji dziennikarskiej rzuciło mi się w oczy słowo ,,larum'' i ,,przeor''. Niby obydwa słowa kiedyś słyszałam ale nawet z kontekstu zdania ciężko mi było wywnioskować co właściwie oznaczają.
Kilka tygodni później na warsztatach prasowym usłyszałam, że możemy napisać ''sylwetkę'', niby sama nazwa odpowiada na pytanie, że jest to arykuł o jednej danej osobie ale nigdy nie słyszałam jak pownno się go pisać więc też zapytałam. Byliśmy w na tyle małej grupie, że za chwilkę zwróciłam się do kolegów i koleżanek i pytam ,,A Wy wiedzieliście?'' w odpowiedzi pokiwali mi głową jakby chcieli powiedzieć ,,jako tako'', ale każdy siedział cicho i tylko ja wyszłam na ''głupią'' (jak mi się wtedy zdawało).
A Wy jak sądzicie? Lepiej pytać czy zapisywać wszystko i później sprawdzać w sieci?
 
A co do prac to dziś chciałam Wam pokazać wiosenne aniołki..




 i małe kolorowe, bardzo wiosenne ''kuraki'' :)

 Na dziś kończę.
Buziaki i uściski :)
Oliwka

czwartek, 27 lutego 2014

Tłusty czwartek

Dziś wpadam na momencik.
Chciałam Wam pokazać anioła, którego dziś skończyłam. W początkowym zamyśle miał być różowy ale po pomalowaniu i przetarciach tak mi się spodobał, że za zgodą Pani, która go u mnie zamówiła został już taki brązowy :)
Efekt bardzo mi się podoba :)
A Wam?
Niedługo to już chyba w ogóle przestanę malować te anioły bo najbardziej podobają mi się takie wyjęte prosto z piekarnika :)

Poza tym pokażę Wam moje dzisiejsze obżarstwo ^^

Z 10 pączków dla męża zostawiłam tylko tyle :)

A i jeszcze na koniec chciałam się Wam pochwalić i prosić o radę.
Moja mama w zeszłym roku dostała od mojego brata takiego storczyka.
Jak był kupiony to miał tylko jedną łodygę z liśćmi po bokach, z których, z pod każdego wyrastał mały kwiatek.
Teraz wygląda tak jak na zdjęciu.

Wyrosły mu dodatkowe łodygi i te małe łodyżki na górze. Myślę, że obecnie jest o wiele ładniejszy niż na początku ale zastanawiam się czy górne łodygi z których sterczą takie jakby korzonki można uciąć i wsadzić w ziemię tak, żeby wyrósł mi drugi taki?


Na pewno wśród was są jacyś fascynaci roślin storczykowatych, na których ja wcale się nie znam więc byłabym wdzięczna za radę bo nie chciałabym czegoś popsuć.

Na dziś kończę.
Pozdrawiam Was cieplutko,
Oliwka ^^

środa, 26 lutego 2014

Aniołek i recenzja ,,Chaty'' W.P. Younga

Największą tragedią ludzi jest strata ich dzieci. To chyba najgorsze co może przydarzyć się w życiu człowieka i z czym ludzie prze wiele, wiele lat nie potrafią się pogodzić i zrozumieć dlaczego właśnie ich to spotkało.
Niekiedy nawet przestają wierzyć w Boga. Osobiście sama znam pewną kobietę, która po stracie dwojga, jedynych dzieci zwątpiła w jego istnienie. 

Piszę dziś o tym ponieważ aniołek, którego zobaczycie jest jednym z trzech zamówionych przez pewnego Pana, którego spotkała właśnie taka tragedia. Wiem, że jeden z nich (być może właśnie ten) zawiśnie w Warszawskim Hospicjum dla dzieci, w którym rodzice wieszają właśnie takie ozdoby na znak pamięci o swoich dzieciach, które odeszły. 




Myślę, że dla tych wszystkich osób (ale nie tylko) chciałam polecić książkę Paula Williama Younga pt. ,,Chata'', która na mnie zrobiła ogromne wrażenie. Polecam ją nie tylko osobom wątpiącym czy tym, którzy przeżyli życiowe tragedie. 
Myślę, że jest dla wszystkich, a jej przesłanie jest uniwersalne dla każdego z nas.

Niżej zamieszczam Wam, krótką recenzję, którą pisałam na poprawę jednego z przedmiotów.
Do tej pory jeszcze nie znam oceny więc możecie pobawić się w wykładowcę i powiedzieć mi czy wszystko z nią w porządku :)


Często zastanawiamy się kim jest Bóg? Jaki jest naprawdę? A w obliczu wielkich tragedii staramy się dociec, czy w ogóle istnieje.
Skoro jest tak miłosierny dlaczego pozwala abyśmy cierpieli i nie potrafi uchronić nas przed krzywdą?
Na te wszystkie pytania odpowiada nam ,,Chata’’ powieść kanadyjskiego pisarza Williama Paula Younga, która zawiera w sobie alegorię jego własnego życia. Początkowo pisarz nie miał zamiaru jej wydawać. Napisał ją jako prezent dla rodziny jednakże, kiedy coraz większe grono czytelników chwaliło powieść, postanowił zwrócić się do wydawnictwa. We wszystkie miejsca w jakie się udał odmawiano mu aż wydał książkę sam, dość chałupniczym sposobem. Obecnie na świecie sprzedało się już ponad 15mln egzemplarzy ,,Chaty’’.
Odnajdujemy w niej obraz Boga, który w sposób przystępny i zrozumiały uczy nas jak żyć i wybaczać. Nie są to jednak groźne kazania poparte biblijnym słowem ale rozmowy ciepłego, opiekuńczego człowieka, który pragnie abyśmy na podstawie jego wskazówek sami odnaleźli właściwą drogę.

Głównym bohaterem ,,Chaty” jest Mack, którego podczas rodzinnych wakacji spotyka okropna tragedia. Jego najmłodsza córka Missy zostaje porwana podczas chwili nieuwagi kiedy ojciec próbuje ratować inne z dzieci przed utonięciem. Jak się później okazuje dziewczynka zostaje bestialsko zamordowana w opuszczonej starej chacie pośród lasu a policja nie odnajduje jej oprawcy. Ojciec dziewczynki popada w depresje. Jego dotychczasowe życie zmienia się diametralnie i ma to ogromny wpływ na stosunki rodzinne a także postrzeganie przez niego wiary. Ogromny ból i poczucie winy wywołują u niego nienawiść do samego Boga.
Cztery lata po tragicznym zdarzeniu Mack dostaje tajemniczą wiadomość:
,, Mackenzie, minęło trochę czasu. Tęskniłem za Tobą. Będę w chacie w najbliższy weekend, jeśli chcesz się spotkać. -Tata"
Podpis ,,Tata’’ to określenie jakiego jego żona zwykła używać, mówiąc o samym Bogu.  Nasz bohater sądząc, że to perfidny żart, który mógł mu zafundować tylko morderca Missy w tajemnicy przed rodziną wyrusza w podróż. W Chacie jednak nikogo nie ma, a plamy krwi, które widzi na podłodze sprawiają, że w jego sercu otwierają się bardzo głębokie rany i pogrąża się w jeszcze większej rozpaczy. Nagle dzieję się jednak coś niesamowitego. Chata zmienia się nie do poznania, a drzwi otwiera mu Bóg w trzech osobach. Przez kolejne dni przechodzi terapię w której pomaga mu ,,Tata’’(Bóg Ojciec) zobrazowany jako czarnoskóra kobieta o rubensowskich kształtach, Jezus i skośnooka dziewczyna ,,Syrayu’’ (Duch Święty ).
Nasz bohater spędza wspólnie z nimi weekend, podczas  którego doznaje przemiany.  Zaczyna drogę przez cierpienie i rozpacz, które mają go zaprowadzić go głębszego poznania siebie i Boga a w końcu do wybaczenia, pojednania i miłości.

,,Chata’’ to opowieść o wielkim cierpieniu i stracie a także walce z samym sobą. Wyzbyta jest jednak tendencyjnych przekonań, instytucji i zamkniętych w określonych ramach ideologii.
To także opowieść o tym, że Bóg przychodzi do nas w najgorszych chwilach i nigdy nie zostawia nas samych jeśli tylko chcemy posłuchać jego rad, a zło jakiego doświadczamy, wykorzystuje z pożytkiem dla naszej duchowości.
Świętość tu  pokazana jest dla czytelnika łatwa w odbiorze, prosta i przyjemna. A sam Bóg jest ciepły, otwarty i bardzo ludzki.
Powieść uczy nas najważniejszych wartości bez względu na to czy jesteśmy chrześcijanami, ateistami czy wyznajemy inne przekonania. Przekazuje nam wiele dobrego i zmusza do refleksji nad własnym życiem, postrzeganiem świata a także stosunkami jakie panują między ludźmi. Stawia przed nami pytanie, jak w dzisiejszym życiu interpretujemy przykazanie miłości i jak bardzo zatraciliśmy właściwe postrzeganie religii w codziennym bycie.
Z pozoru mogłoby się wydawać, że jest to książka propagująca religię chrześcijańską, jednak  Bóg tam przedstawiony wcale nie nawołuje do wiernego przestrzegania biblijnych zasad ani nie jest srogim sędzią karzącym ludzkość za grzechy. Jego nauki są zaś tym co powinniśmy wyciągnąć z Biblii - esencją egzystencji.


Pozdrawiam Was serdecznie :)
Oliwka