poniedziałek, 7 lipca 2014

Rocznica ślubu :)

Witajcie :)!
Wczoraj, czyli 06.07.2014r minął równiutki rok od ślubu :) Ale to szybko zleciało :)
Mimo, że czas sie wydaję odrobinkę odległy to powiem, Wam, że jak oglądam zdjęcia, płytkę albo filmiki z mojego ślubu to mam wrażenie jak by to było wczoraj :) Żadnego dnia, nie pamiętam tak dokładnie od początku do końca. Godzina po godzinie :)
Wpadam dziś bo pomyślałam, że z tej okazji mogłabym dodać wpis na zasadzie ,,Poradnika dla przyszłych Panien Młodych'' czyli o czym należy pamiętać i czego można uniknąć w tym dniu co mogłoby popsuć nam to i owo. Oczywiście poradnik na zasadzie własnych wpadek :)
Kiedyś dodałam już obszerniejszy tekst o tym na moim mini blogu na pingerze ale dziś chce Wam podać jedynie skrót tego wszystkiego co u mnie mogło się udać, a wyszło tak w 50% :)

Ale na początek pomęczę jeszcze trochę moimi wspomnieniami więc wstawiam teledysk, który bardzo lubię, a którego Wam nie pokazywałam :) To pierwsza wersja jakiegokolwiek skrótu weselnego, który robił nasz kamerzysta :)
Uwielbiam tam moment z 1:42 minuty gdzie moje rajstopy ulegają destrukcji i  ujęcie z 3:40, które można nazwać ,,Uciekająca Panna Młoda'' :)
Niestety filmik nie jest na YouTube wiec nie mam pojęcia jak go tu wstawić i muszę Was odesłać do linku :(

(klik w link)

A teraz kilka zdjęć z sesji :)











I poradnik :)

1. Dobrze by było zrobić sobie małą kartkę, na której napiszemy wszystkie ''punkty'', które należy odhaczyć od rana do momentu wyjazdu z domu do kościoła.
Ja czegoś takiego nie zrobiłam i zapomniałam o: założeniu podwiązki, zapakowaniu cukierków dla dzieci, które mogą zrobić bramki i kliku innych ważnych sprawach. Dlatego też najlepiej rozpisać sobie nawet te najdrobniejsze czynności :)
2. Przed ślubem chociaż raz wypróbować na sobie całe ubranie. Tego również nie zrobiłam i...
- W kościele w połowie mszy myślałam, że zasłabnę. Podczas ubierania kazałam sie zasznurować najmocniej jak tylko się da i w czasie ślubu myślałam, że będą mnie musieli zbierać z podłogi.. Kiedy stałam wszystko było dobrze, ale kiedy mineło kilku minut w pozycji siedzącej najzwyczajniej zabrakło mi tchu. Całe szczęście wytrzymałam do końca ale nie był to dobry pomysł.
Z powodu tego sznurowania pół wesela bolał mnie brzuch i godzinę  spędziłam w pokoju nad salą ''odpoczywając'' od sukienki.
- Nie wypróbowałam też butów do ślubu. Wiedziałam, że na wesele będę zmieniać je na trampki więc stwierdziłam, że nie ma konieczności ''rozchodzenia'' ich i przez to na mszy miałam kolejny wielki problem. Stopy bolały mnie niemiłościwie. Kiedy już po przysiędze klękałam myślałam tylko o tym czy dam radę wstać. Poprosiłam rodziców, żeby włożyli mi do samochodu trampki bo musze zmienić te buty jak najszybciej i tak kiedy tylko wsiadłam do samochodu po życzeniach od razu zdjęłam buty. Ból był niesamowity. 
3. Przemyśleć wszystkie kwestie 3 razy. W moim przypadku był to samochód cabrio w połączeniu z ''lekką'' nie nalakierowaną fryzurą.
Generalnie podczas czesania nie powiedziałam ani słowa fryzjerce, że jadę do ślubu samochodem bez dachu i nim dojechałam do kościoła to co było na czubku mojej głowy z loków zupełnie się wyprostowało. Do czasu rzucania welonem nie przeszkadzało mi to zbytnio ale kiedy już nie miałam go na głowie denerwowało mnie to, że wiszą mi jakieś proste strąki z głowy. Jeszcze bardziej denerwowało mnie to kiedy później oglądałam zdjęcia.
4. Duuużo wcześniej zapisać sobie wszystkie pytania, życzenia i wątpliwości wobec osób z obsługi. Mam tu myśli osoby pracujące na sali, Dj bądź orkiestrę, kamerzystów czy fotografa. Mój błąd dotyczył fotografa.
Podpisaliśmy umowę z fotografem, który tego dnia miał inny ślub i zdjęcia miał nam robić równie doświadczony ojciec tego fotografa z którym ani razu nie widzieliśmy się przed weselem. Jednakże podczas podpisywania umowy powiedziałam mniej więcej jakie mam życzenia. Przede wszystkim mówiłam, że chcę aby robił dużo zdjęć zarówno nam jak i gościom i to nie tylko tym, którzy się bawią ale też tym, którzy siedzą przy stołach. Prosiłam aby zrobił tak abym miała na fotografiach wszystkich gości. Niestety nie przekazał tej ważniej informacji i około 7 osób z mojej i tak nielicznej rodziny nie ma na żadnym zdjęciu. Jak to zobaczyłam później to aż mi się smutno zrobiło. Tak ważny dzień a ja nigdzie nie mam Np. mojego chrzestnego. 
5. Winietki. Wiem, że wiele osób jest przeciwnych z góry ustalonemu usadzeniu gości ale również z własnego doświadczenia wiem, że jest to na prawdę dobry pomysł.
Winietki były od początku tematem spornym więc nawet nie nalegałam żebyśmy je mieli. Później jednak pojawił się pomysł zrobienia winietek grupowych typu ''Stół rodziny Panny Młodej'' czy coś w tym rodzaju ale niestety zabrakło czasu , żeby się tym zająć.
Koniec końców garstka mojej małej rodziny siedziała daleko, daleko ode mnie i prawie nie widywałam ich podczas wesela. Bo zawsze był ktoś bliżej kto mnie zaczepił i chciał zmienić kilka słów.
Moja rodzina pochodząca w większości z Warszawy, której wesele zdarza się raz na 15 lat nie jest przyzwyczajona, że miejsca nie sa ustalone i jak się chce siedzieć bliżej młodych to należało by sobie je odpowiednio wcześniej zająć.
Siedzieli na szarym końcu obok kuchni. Podejrzewam, że nie bawili się dobrze i mieli kiepskie humory. Ale wtedy zaabsorbowana tysiącem innych spraw nie mogłam już z tym nic zrobić a jak zobaczyłam jak to wygląda było już po czasie. Nie mogłam przecież powiedzieć ,że ktoś ma się przesiąść bo moi siedzą na szarym końcu.
Byłam później niesamowicie zła ,że nie zrobiłam tych winietek bo mogłam uniknąć takiego odseparowania ich ode mnie i rodziny Norberta.

Mogłabym wymienić jeszcze kilka takich spraw ale nie chce, żebyście pomyśleli, że jestem szalona :) Powiem Wam, że po ślubie, podczas przeglądania fotografii wszystkie te rzeczy mnie martwiły ale kiedy przeżywałam ślub, przysięgę a później wesele, wszystko to wydawało mi się kwestami dość błahymi w porównaniu z radością i emocjami jakie mną tego dnia targały :)

A i na koniec.. Wszystkim Pannom Młodym, które niebawem będą wychodzić za maż życzę aby podczas tego dnia uśmiech nie schodził im z ust. Mimo jakikolwiek wpadek ten dzień jest po to aby się cieszyć.
Ostatnio moja koleżanka była na ślubie i weselu na, którym młodzi wcale się nie uśmiechali. Nie zwróciła uwagi na nic innego poza tym. Więc bez wątpienia jest to bardzo, bardzo ważne.

Dobra ale może żeby za bardzo Was nie zanudzić na koniec ostatnie anioły:)





Lecę,
życzę Wam dobrej nocki,
Pozdrawiam cieplutko,
Oliwka ^^

czwartek, 3 lipca 2014

Serduszkowe podziękowania i parki ślubne w stylu schabby chick :)

Witajcie! U mnie zapowiada się piękny dzień, a jak u Was? Wczoraj utwierdziłam się w przekonaniu, że należy do wszystkiego podchodzić optymistycznie i lekkim dystansem. 
Słyszeliście może ostatnio od kogoś znajomego, rodziny czy z telewizji o gigantycznych kolejkach do lekarza w naszej służbie zdrowia? No właśnie ja też słyszałam, ale za każdym razem sobie myślałam ,,a tam, to nie u mnie, pewnie gdzieś tak jest bo jest za mało lekarzy ale czeka sie góra 2 miesiące '' itd. No więc wczoraj zjeździłam cały Radom, żeby zapisać się do poradni specjalistycznej i odczułam ten bałagan na własnej skórze. Nie dość, że połowa poradni jakie spisałam sobie z Internetu albo była zamknięta albo przekształcona na prywatne to jeszcze kiedy wreszcie znalazłam jakąś w której zechcieli mnie zapisać okazało się, że pierwszy wolny termin w ramach NFZ-  9 grudnia!!!! Jeszcze nigdy nie czekałam tyle na lekarza. W moim przypadku zapewne 2,3 czy 6 miesięcy nie robi większej różnicy. Jestem jeszcze młoda. Ale co ze starszymi ludźmi? Z tymi, którzy na prawdę potrzebują pomocy? Wiem, że trąbi się o tym dookoła ze wszystkich stron więc to żadna nowość, ale dopóki nie odczuje się tego na własnej skórze człowiek nie zdaję sobie sprawy z powagi problemu. No ale nic, co tu więcej mówić...
W każdym razie muszę Wam napisać jedną rzecz. Wczoraj kiedy tak szukałam tej poradni, objeździłam nieznane mi dotąd uliczki w zakamarkach miasta. Jedna poradnia była usytuowana mniej więcej w środku kilku sąsiadujących osiedli. Jedyny parking jaki posiadała to 4 miejsca tuż przy ulicy, z bardzo wysokim krawężnikiem. Ja jako początkujący jeszcze driver, trochę boje się takich manewrów więc jeżeli tylko mam jakąś inną opcję wolę skorzystać z tej bezpieczniejszej. Przejechałam kawałek dalej i znalazłam wjazd w drogę osiedlową. Tam był spory parking na którym stało może ze 4 samochody, a miejsc było ze 20 wolnych. Wjazdu strzegła tabliczka ,,Teren prywatny wspólnoty mieszkaniowej'' ale pomyślałam, że jak stanę na te 10 minut zapisać się na wizytę to raczej żaden nadgorliwy dozorca mnie nie pogoni. Niestety trochę sie przeliczyłam. Kiedy wracałam do samochodu zaczepiła mnie jakaś kobieta, która zaparkowała 3 samochody dalej. Zapytała czy nie umiem czytać i wydzierała się w niebogłosy. Wcale nie miałam się z nia zamiaru kłócić więc odpowiedziałam, że oczywiście zdaję sobie sprawę, że to teren osiedla ale nie zostawiam tu samochodu na godzinę ani całą noc tylko musiałam stanąć na 10 minut załatwić pewną sprawę. Zapytałam do tego wszystkiego czy skoro jest jeszcze dużo wolnych miejsc to w jakiś sposób jej tu przeszkadza mój samochód. Niestety na mój grzeczny ton odpowiedziała wyłącznie krzykiem i pretensjami.
Napisałam Wam to bo wczoraj mimo, że był to drobiazg trochę to mną wstrząsnęło. Uważam, że każdy człowiek powinien robić wszystko aby nie uprzykrzać życia sobie i innym. Wszyscy byli by wtedy szczęśliwi. Wydaje mi się, że nasza wiara mówi o szacunku do drugiego człowieka i o tym abyśmy byli dla siebie mili, serdeczni, żyli w zgodzie i w miłości. Nie zależnie od rasy, wyznania, miejsca zamieszkani, wieku i wszystkich innych czynników. W codziennym życiu każdy z nas ma masę swoich poważnych problemów i zmartwień. U niektórych jest to zdrowie u i innych sytuacja materialna czy jeszcze coś innego. Więc szczerze.. Nie rozumiem tej kobiety. Tym, że zrobiła mi awanturę na pewno popsuła humor nie tylko mnie ale i sobie, a na pewno miała świadomość, że nie jest to nic miłego dla mnie. Widziała, że odjeżdżam już stamtąd, a dookoła jest mnóstwo wolnych miejsc więc jaki był w tym sens? Może zrozumiałabym to gdyby podjechała pod swój blok, a wszystkie miejsca byłby zajęte i w tym mój samochód z nie-radomską rejestracją. Ale kiedy moje auto nikomu nie przeszkadzało jaki był w tym cel?
Na prawdę róbmy wszystko abyśmy swoim zachowaniem budowali pozytywną atmosferę wokół siebie i otaczających nas osób. Bez wątpienia świat wtedy będzie o niebo lepszy :)
Ok, kończę te moje wywody. Mam nadzieję, że nie zasnęliście bo teraz główny punkt programu- moje najnowsze twory :)
Tym razem parki w bardzo skromnym stylu.



parki z masy solnej, para ślubna na prezent ślubny, aniołki, figurki, upominek, oryginalny, unikatowy prezent,




i do kompletu schabby chick'owe serduszka :)

serduszka podziękowania dla gości weselnych, upominki dla gości na weselu, prezent, serduszka masa solna


Uciekam, bo zaraz się wybieram do stolicy :)
Pozdrawiam Was cieplutko,
Oliwka :)

wtorek, 1 lipca 2014

Parki ślubne.

Witajcie :)
Dziś wpadam na chwilkę ale za to z bardzo dobrym humorem :))
Pani Dyrektor dała mi dziś wolne ponieważ jest posiedzenie Rady Pedagogicznej i nie mogę przebywać w pokoju nauczycielskim. Dzięki temu miałam czas nadrobić kilka zaległych obowiązków, posprzątać trochę w domu i wybrać się na małe zakupy.
Nie wiem jak u Was ale u mnie dziś pogoda dopisała. Cały dzień za oknem świeciło słoneczko więc kolejny plus na liście dobrych rzeczy tego dnia.
Rano kiedy sprawdzałam pocztę przeczytałam zamówienie na różowego aniołka z laleczką z czego też się bardzo cieszę bo ostatnio robiłam wyłącznie ogrodniczki z kwiatami więc będę miała miłą odskocznie :)
A tak w ogóle to przychodzę do Was z nowymi parkami ślubnymi :)
Czekam na Wasze opinie jak się podobają?





A przy okazji chciałam Wam przypomieć, że mam dostępne dwie urocze ogrodniczki :)

 Ogrodniczki można kupić bezpośrednio u mnie, ale muszę Wam powiedzieć, że mając na uwadze takie sytuacje jak ta stworzyłam swój internetowy sklep. Tak żebym miała miejsce, gdzie każdy będzie mógł zajrzeć, zobaczyć co obecnie jest dostępne i w razie potrzeby zakupić moją pracę bez konieczności wcześniejszego zamawiania.
Także serdecznie Was tam zapraszam:


Lece, bo muszę zrobić jakąś obiadokolacje :)
Pozdrawiam Was cieplutko :)
Oliwka
parki ślubne, masa solna, podziękowania dla rodziców ślub, wesele podziękowania, upominek anioł, para ślubna, zakochane aniołki, anioły, prezent, wierszyk na podziękowanie, sklep z podziękowaniami weselnymi, duże anioły, aniołki, blog z masą solną, anioł z kwiatami, anioły angielskie, schabby chic styl

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Ogrodniczki, samochód, beztroski czas..

Witajcie :)
Radośnie informuję, że mój samochód już jeździ i ma się dobrze! :) Wiem, że dla nas artystycznych dusz żyjących w świecie rękodzielniczych tworów, schabby chick'owych wnętrz i innych twórczych tematów to wiadomość dość przyziemna i mało ważna ale mnie przepełnia szczęście :) 
Naprawa u mechanika wraz z częściami kosztowałaby 1160zł. Co jest dla mnie kosmiczną sumą, ale całe szczęście mam najwspanialszego tatę na świecie, który zajął się naprawa, a do tego objechał wszystkie hurtownie w poszukiwaniu tanich części i zapłaciłam jedynie 430zł. Prawdopodobnie gdybym żyła w mieście temat samochodu wcale by mnie nie interesował, ale mieszkając na wsi nie ma zbyt wielu perspektyw, żeby gdziekolwiek dotrzeć na czas bez własnego środka transportu. Niby są autobusy ale najczęściej nie o tej porze, o której są potrzebne.
Z innych wiadomości powiem Wam, że praca w szkole przysparza mnie o masę frustracji i rozpala we mnie tęsknotę za dzieciństwem. Codziennie piszę coś na temat tych uczniów, przepisuję, słucham i przebywam z nimi i czuję, że czas tak strasznie szybko płynie. Przypominam sobie jak to było kiedy ja byłam w podstawówce i jakoś ciężko mi pogodzić się z tym, że mój beztroski czas już minął. Niekiedy wpadam w zadumę i zaczynam czuć wobec siebie złość, że nie uczyłam się na tyle dobrze aby przynosić do domu świadectw z czerwonym paskiem, a jakiekolwiek dyplomy czy inne nagrody zaczęłam przynosić dopiero w gimnazjum i liceum. Jednym słowem trochę mi żal, że zaczęłam uczyć się tak późno. Gdybym miała w głowie to co mam teraz od najmłodszych lat słuchałabym uważnie na j. angielskim i starała się nauczyć tak wiele jak tylko będę w stanie. Później w kolejnych latach nauka tego języka nie byłaby tak ciężka i pewnie teraz mówiłabym płynnie, a tak mam 20 lat i pewnie jeszcze wiele godzin nauki przede mną. 
No nic, nie będę Was zanudzać moim rozmyśleniami.

Chciałam Wam przedstawić dwie ogrodniczki poszukujące domu. Nie spodobały się z powodu skrzydełek. Powinnam zrobić oba na bok, a mają po jednym z każdej strony. Włożyłam w nich masę czasu i pracy i wydaję mi się, że wyszły całkiem ładnie. Przynajmniej mnie bardzo się podobają, a Wy co o nich myślicie?



anioł z masy solnej, masa solna, salt dough, przepis na masę solną, aniołek, anielica w kapeluszu

blog o masie solnej, aniołek, upominek, unikatowy prezent
Dziś uciekam,
Pozdrawiam Was cieplutko :)
Oliwka

środa, 25 czerwca 2014

Zaproszenia na pierwszy roczek i ogrodniczka z niezapominajkami.

Witajcie :)
Dziś wpadam tylko ze zdjęciami :)
Mam kilka rzeczy na głowie a do tego pogoda jest jakaś śpiąca, że nie umiem porządnie zebrać myśli.
Na początek aniołki, które mają pełnić funkcję zaproszeń na uroczystość z okazji pierwszego roczku :)




A teraz jeden z aniołów ogrodniczek :)



Dziś uciekam,
Pozdrawiam cieplutko,
Oliwka

wtorek, 24 czerwca 2014

Przygody z samochodem i solni nauczyciele.

Witajcie!
Przede wszystkim muszę Wam opowiedzieć o mojej pierwszej cięższej przygodzie z samochodem. Jak wiecie kierowcą jestem od niedawna bo 15 maja stuknął dopiero rok. W zasadzie stuknie w sierpniu bo zaczęłam jeździć dopiero po ślubie, żeby dwa razy nie płacić za prawko tylko poczekać aż zmieni mi się nazwisko ;). W każdym razie w ostatnią sobotę pierwszy raz wybrałam się do Warszawy samochodem. Wcześniej jeździłam już z tatą obok ale jakieś krótki odcinki albo jedynie drogę powrotną z Warszawy więc żadna wielka trudność. Prosta droga ekspresowa z doświadczonym kierowca obok. Ale teraz już poziom hard. Sama po Centrum, Mokotowie, Ursynowie, Pradze, Białołęce i w zasadzie gdzie mnie nie było? No i wszystko szło mi doskonale. Nie osiągałam zawrotnych prędkości, niekiedy pewnie kierowcy denerwowali się, że toruje im drogę, ale ja starałam się jechać tak, żeby czuć się bezpiecznie :)
Sobota minęła w najlepszym porządku, wróciłam z uczelni do mieszkania Norberta siostry i nie było większych problemów. Niestety kolejny dzień nie okazał się tak fartownym.
Kiedy wyjechałam rano do szkoły na któryś z kolei światłach zauważyłam, że coś pod maską dziwnie stuka. Taki dźwięk jakby albo jakieś powietrze uciekało przez rurkę w której kręci się jakieś kółeczko, albo jakby jakaś guma czy coś co nie jest metalowe stukało o coś innego. Ciężko mi to opisać w każdym razie był to niepokojący dźwięk. Na jednym ze skrzyżowań kiedy chciałam ruszyć coś nagle walnęło pod maską, a mi zgasł samochód. Bez problemu zapaliłam go z powrotem i jechałam dalej. Od tamtej pory dźwięk się jakby nasilił więc zadzwoniłam najpierw do taty, później do Norberta i opowiedziałam o wszystkim. Obaj jednogłośnie stwierdzili, że pewnie nic się nie stało, a ja dosłuchuje się jakiś głupot pod maską, bo stresuje się jazda po Warszawie. No nic trudno. Pod szkołą, mamy taki jakby parking, można powiedzieć prywatny. Nie ogarniam tego ale to podwórko kilku starych kamienic, przy których zawsze jacyś faceci zbierają po 5zł od samochodu. Nie rozumiem na jakiej podstawie ale stwierdzam, ze lepiej dać 5zł niż później nie wrócić do swojego samochodu :). W każdym razie tym razem na parkingu urzędował młody chłopak, może w moim wieku. Wskazał mi miejsce i pomógł w parkowaniu pokazując ile jeszcze mogę podjechać. Jak wysiadłam niestety zgasił mnie na wstępnie pytanio-stwierdzeniem.
-Ten samochód to już chyba wszystko przeżył.
Pomyślałam, że raczej nie wpadłam mu w oko bo takim komplementem na wstępnie raczej nie zachęcał do miłej rozmowy.
-A tak wygląda?- Odpowiedziałam
Zaczęliśmy chwilkę rozmawiać. Opowiedziałam mu o mojej Carinie (Mój samochód to Toyota Carina).  Jestem chociażby sentymentalnie przywiązana do tego samochodu ponieważ był prezentem od moich rodziców za zdaną przeze mnie maturę. Formalnie dostałam go wcześniej i na początku mój Norbert nią jeździł ale ogólnie był to dla prezent dla mnie. Być może nie pierwszej nowości, ale mimo swojego wieku (Toyota jest starsza ode mnie o rok, więc bez wątpienia już swoje przeszła) ma bardzo mały przebieg, a poprzednia właścicielka wszystkich napraw dokonywała w serwisach Toyoty ze wszystkimi oryginalnymi częściami więc stan techniczny jest znacznie lepszy niż niektórych 5-cio czy 6-cio letnich samochodów.
W każdym razie nasza rozmowa zeszła no tory dziwnych dźwięków z pod maski więc pokazałam mu mniej więcej co mnie martwi i powiedział, że bez problemu dojadę do domu bo to pewnie jakieś śmieci się wkręciły w jakiś tam silniczek czy coś.
Tata i Norbert też twierdzili, że wszystko ok. Późniejsze godziny spędziłam w szkole myśląc wyłącznie o egzaminach, jednak gdy tylko przyszło mi wracać do domu, zaczęłam z powrotem się martwić. Zawsze gdy coś dziwnego słyszę w samochodzie mam wrażenie, że zaraz się rozpadnie i dalej nie pojedzie. Bez względu na to czy jest to nowy czy stary samochód, mój czy kogoś innego. Wracając do domu, dźwięki z pod maski znacznie się nasiliły, a ja martwiłam się coraz bardziej. Przy każdym dodawaniu gazu łomotało coś przy silniku.  W pewnym momencie kiedy chciałam ruszyć, bo światło zmieniło się na zielone, samochód zgasł. Przede mną ruszyły dwa samochody, a za mną cały sznurek oczekujących na wjazd na rondo. Zgasiłam samochód, zapaliłam jeszcze raz ale jedyne dźwięki jakie wydawała moja Carina to dziwne świszczenie, które nie przypomniało dźwięku odpalonego samochodu. Wpadałam w mała histerię. Stoję na lewym pasie, obok wiadukt nad rondem, brak pobocza, nie mam jak zepchnąć go na chodnik, nie mogę ruszyć, za za mną kilkanaście samochodów, przede mną duże rondo z pośrodku jadącymi tramwajami. Dramat! Temperatura ciała nagle wzrosła mi do co najmniej 40', a przynajmniej takie miałam wrażenie. Próbuję jeszcze raz, przekręcam kluczyk, czekam i nic.. Świst, a ja dalej stoję. Za chwilkę znowu. Ruszył centymetr jakby się zadławił, zaświszczał i stoję. Próbuję jeszcze raz, i jeszcze raz.. wszystkie próby nieudane..  Światło zdążyło się już zmienić, a zdenerwowani kierowcy za mną stoją dalej na swoich miejscach. Zupełnie nie wiem co mam robić. Włączyłam światła awaryjne i zadzwoniłam do Norberta. Powiedział, żebym poprosiła kogoś, żeby pomógł mi zepchnąć samochód na pobocze. Taaak tylko kogo tu poprosić? Wszyscy pędzą, a ten krótki odcinek do skrzyżowania przeznaczają na zmianę na odpowiedni pas i nie ma jak kogoś zatrzymać. Byłam załamana. Spróbowałam jeszcze raz zapalić samochód. Dodałam dużo gazu i.. udało się!
Późniejsza droga była ogromnym stresem. Cały czas bałam się, że albo stanę i dalej nie pojadę albo może zepsuć się coś gorszego i coś mi się stanie.
Pod Warszawą natrafiłam na bardzo duży korek. Zadzwoniłam jeszcze raz do męża i powiedziałam, że ma ze mną rozmawiać na głośno mówiącym bo się stresuje, a teraz jeszcze ten korek. Ustawiłam wszystko w telefonie, położyłam go na takiej małej półeczce pod radiem i nagle słyszę:
-Co to?!!! To z Twojego samochodu?
- Jak to? Ten dźwięk, no tak, jak dodaje gazu. Mówiłam Ci..
-Ojejku! Ale to aż tak, jak jakiś Harley!
Obudził się! Mówiłam mu cały dzień, że coś się dzieje to twierdził, że mi się wydaje bo się stresuje.
Ech.. Gdy korek się skończył było juz z górki. Chociaż samochód w ogóle nie miał mocy. Przy podjeżdżaniu pod niewielką górkę trzymałam gaz wbity w podłogę a jechałam 60km/h więc moja Carina nie miała siły jechać.
W każdym razie dojechałam, szczęśliwie dzięki Bogu. Okazało się, że coś się popsuło w silniku i z czterech cylindrów jechałam na dwóch.
Do tego wszystkiego powiem, Wam, że jest mi strasznie smutno ponieważ od czasu kiedy dostałam moją Carinę ani raz nic się w niej nie popsuło. Zawszę gdy byłam na przeglądzie słyszałam, że mam samochód w naprawdę świetnym stanie i patrząc na wiek aż ciężko było każdemu w to uwierzyć.
Teraz samochód w naprawie, a ja musiałam opowiedzieć o tym wszystkim. Bo jakiego trzeba mieć pecha, żeby podczas pierwszej dłuższej, samotnej wycieczki po wielkim mieście popsuć samochód?
Przeszłam chrzest bojowy. Zdecydowanie.

A teraz anioły :)
Moje ostatnie zamówienie, które dziś poleciało w świat a wczoraj o tej porze dosychało jeszcze na stoliku przy lampce.
Przez brak czasu w ostatnich dniach musiałam wymyślić technikę, która pozwoliłaby mi zrobić anioły szybko ale ładnie i starannie wiec wykorzystałam styl Pauliny Silarow czy jak niektórzy mówią PoliArtis.
Technika podobna ale żaden anioł nie jest kopią :)

Jak widzicie anioły przedstawiają ośmiu nauczycieli, którzy uczą różnych przedmiotów :)






Dziś uciekam :)
Pozdrawiam Was cieplutko :* :),
Oliwka