wtorek, 10 czerwca 2014

Sezon truskawkowo-sesjowy

Witajcie :)
Dużo ostatnio wszystkiego. Z jednej strony sesja i egzaminy, z drugiej praca i aniołki, a gdzieś pomiędzy tym jeszcze pomoc przy truskawkach u mojej teściowej. Jestem zmęczona. Wczorajsze rwanie dopiero dziś daje mi się we znaki. Wytyka wszystkie braki w mojej kondycji. Szczególnie czuć to w tylnej części ud, co tylko przypomina mi, że nie jestem w ogóle rozciągnięta. Z resztą co tu mówić o kondycji jeżeli człowiek w pracy siedzi przed komputerem, a w domu nad biurkiem robiąc i malując aniołki.
Wpadnę na dłużej, niebawem. Obiecuje to nie tylko Wam ale i sobie. Co do reportażu o masie solnej to trzeba jeszcze poczekać gdzieś do końca czerwca, ale wstawię na pewno :) Dziś parę ostatnich prac.
 To już ostatnie tegoroczne podziękowania komunijne :)








A na koniec chciałam Wam pokazać twórczość taty i moją. Taty- czyli zdjęcia z ukrycia, i moją- nakładanie na owe zdjęcia filtrów.
Zwykle nie lubię jak wyskakuje z aparatem i robi jakieś głupoty jak jestem w stanie w którym nie chciałabym się ani pokazywać światu ani sama oglądać ale to zdjęcie jest wyjątkowe.
Taki mój niedzielny wieczór z Mamą :)
Pozdrawiam Was cieplutko :)
I do następnego razu :)
Oliwka

wtorek, 3 czerwca 2014

Udana niedziela

Witajcie :)
Obiecałam ostatnio, że coś niecoś napisze co się u mnie dzieje więc wpadam z kilkoma wiadomościami. Ostatnio pogoda tak strasznie mnie przygnębia, że postanowiłam sięgnąć pamięcią do tego co przyjemne i wesołe.
W niedzielę 25 maja (o jejku to już ponad tydzień temu! Nie wiem  kiedy to zleciało ;/) miałam od rana w głowie reportaż na warsztaty telewizyjne. Na poprzednim zjeździe wszyscy otrzymaliśmy zadanie przygotowania krótkiego reportażu na TV, na jakiś przydzielony wcześniej temat. Podczas zajęć każdy szybko łapał się jakiegoś pomysłu a ja siedziałam i zupełnie nie miałam pojęcia o czym mogę nagrać taki program. Kiedy wreszcie przyszła moja kolej, Pani Halina zaproponowała, że skoro mam taką pasję to może o aniołach i masie solnej. Nie był to głupi pomysł ale zastanawiałam się czy moja grupa nie będzie znudzona jeżeli kolejny raz będę męczyć ich tematem rękodzieła. Ku mojemu zdziwieniu wszyscy odparli, że bardzo chętnie posłuchają i zobaczą ''co z czym się je'' w tym rodzaju rękodzieła.
Także kiedy wreszcie przyszła niedziela mojego występu byłam tak przejęta, że nie myślałam o niczym innym. Dla dobra tego abym wszystko przygotowała i nie zapomniała zabrać z domu opuściłam inne zajęcia. Zapakowałam dwa kartony moich gadżetów i wyruszyłam na zetknięcie z kamerą.
W szkole najadłam się trochę stresu bo moja grupa tak pomąciła z planem, że o mało co jechałabym z tym wszystkim na darmo ale koniec końców nagrałam taki jakby krótki poradnik o właściwym przygotowaniu masy solnej. Koleżanka, która mi towarzyszyła podczas warsztatów i nasza Pani Halina-prowadząca zajęcia twierdziły, że fajnie ugryzłam temat i słuchały wszystkich porad z przejęciem ale ja wiem, że nie wyszło to perfekcyjnie. Niebawem kiedy tylko dostanę ten materiał wrzucę go tu tak żebyście mogli zobaczyć moje pierwsze podrygi przed kamerą ale niestety nie jest to idealny poradnik na bloga bo trochę zjadł mnie stres i nie powiedziałam kilku bardzo ważnych rzeczy.
Pomimo tego jednak byłam zadowolona z tego nagrania i cieszyłam się w duchu, że moi koledzy olali te zajęcia bo przy 15 osobowej publiczności na pewno wyszło by mi to znacznie gorzej.
Kiedy wróciłam do domu teściowa zapytała mnie czy jedziemy na koncert zespołu Mazowsze, bo powiat z okazji Dnia Matki przygotował taką imprezę i wstęp jest za darmo więc warto by było pojechać. Strasznie się ucieszyłam. Lubie take ludowe klimaty i już od dawna wybierałam się na Mazowsze więc wiadomość, że jest za darmo i nie trzeba daleko jechać nie zatrzymywała mnie ani minuty dłużej.
Koncert był rewelacyjny! Wszystko było dopracowane w najdrobniejszym calu. Nie tylko piosenki i choreografia ale nawet najdrobniejsze uśmiechy, wyrazy twarzy i zachowania artystów na scenie. Bardzo mi się to wszystko podobało. Do tego podczas koncertu zabawiłam się w grę ,,Znajdź Karolinę'' ponieważ w tym zespole pracuje jedna z moich koleżanek z grupy na studiach. A zabawa była o tyle interesująca, że wypatrzenie wśród mazowszanek jednej znajomej twarzy nie było wcale łatwe. Wszystkie one są prawie że identycznie ubrane i umalowane. Ciężko coś stwierdzić tez po budowie ciała ponieważ nie wiem, czy jest to jednym z kryterium przyjęcia tam ale prawie wszystkie sa jednakowego wzrostu. Kiedy stałam za daleko sceny wypatrzenie jej graniczyło z cudem. Całe szczęście drugą część koncertu oglądałam o wiele bliżej sceny i mogłam dokładnie przypatrzeć się każdej z osobna.
Nie wiem jak mam to ubrać w słowa aby Wam przekazać wszystkie emocje towarzyszące mi podczas koncertu ale powiem, że kiedy oglądałam to wszystko nie schodził mi z twarzy uśmiech. Nie był to uśmiech, który by się z czegoś śmiał ale coś na zasadzie uśmiechu kiedy widzimy szczęście innych osób i cieszymy się razem z nimi. Patrzyłam na tych wszystkich wspaniałych artystów i z wielkim przejęciem dziękowałam Bogu, że jest jeszcze coś tak pięknego jak ten koncert.
Potrzebuje chyba jeszcze przeczytać około setki książek aby słowami opisać mój podziw dla tego zespołu ale póki co powiem Wam, że wszystkim gorąco polecam choć raz wybrać się na coś takiego. Nawet jeśli ktoś nie lubi tego typu muzyki powinien to zobaczyć.
Myślę, że wiele osób na sali podzieliło moje odczucia ponieważ Mazowsze zostało pożegnane owacjami na stojąco.
Po koncercie dorwałam moją koleżankę i żeby jakoś upamiętnić tak wspaniały dzień poprosiłam ją o zdjęcie.
Niestety zanim dobiegłam za kulisy zdjęła z siebie prawie całe ludowe ubranko. Nie dziwiłam się bardzo bo temperatura tego dnia była na prawdę wysoka a taniec i w przewiewanym stroju nie jest łatwy a co dopiero w takim ludowym.

Dobra nie będę Was dłużej męczyć moimi przeżyciami i pokaże ostatnie anioły :)













 Nie wiem zupełnie jak to robię ale zauważyłam, że moje anioły mają tendencję wzrostową:)



A na koniec kilka kolorowych, poprawiających humor migawek z mojego ogródka :)




Pewnie w najbliższym czasie jeszcze nie raz będę Was zaskakiwać takimi ''nowościami'' jak te anioły xD
Pozdrawiam Was cieplutko,
Oliwka :)

piątek, 30 maja 2014

Johanka i anioły :)

Hej :)
Radośnie informuje, że mój Norbert czuje się lepiej i dziękuje Wam wszystkim za życzenia powrotu do zdrowia.
Ja znalazłam wreszcie trochę czasu, więc wpadnę i powiem Wam parę słów. Na początek może wrócę myślami do dni przed weekendem i powiem Wam o niesamowicie sympatycznej dziewczynie, która wirtualnie poznałam dzięki blogowaniu, a kilka dni temu miałam szanse spędzić z nią więcej czasu i bliżej poznać :)
A mowa oczywiście o Asi, czy jak ja ją nazywam Johance z bloga asiekmisiek.blogspot.com.
Johanka jest niesamowicie sympatyczną i ciepłą osobą chociaż w pewnym stopniu jest moim ogromnym przeciwieństwem. Jest dość cichą, skromną i bardzo spokojną dziewczyną. Ale to jej wcale nie przeszkadza w byciu niesamowicie utalentowaną. W przeciwieństwie do mnie jest bardzo dobrze zorganizowana. Kiedy poznałam jej małego synka Jacusia, zaczęłam ją ogromnie podziwiać, że przy tak energicznym małym szkrabie potrafi znaleźć czas na rysowanie i lepienie aniołków.
Patrząc na jej ostatnie aniołki i nie tylko wiem, że jest bardzo zdolna, na tak mało prób i ogólnego czasu na lepienie robi na prawdę piękne rzeczy. Mnie dojście do takiego poziomu zajęłoby znacznie więcej czasu. Sami zobaczcie: Aniołki Johanki


Jak pewnie pamiętacie Asia narysowała mój mangowy ślubny portret (więcej tu: Mangowa Oliwka ) i w ostatnim czasie przyczyniła się do zmiany wyglądu mojego bloga. Za co chyba jeszcze długo się jej nie odwdzięczę.
Emocje po tej wizycie już trochę opadły więc ciężko mi przekazać moją radość z tego spotkania aczkolwiek mogę powiedzieć, że bardzo żałuję, że Asia mieszka 560km ode mnie bo w przeciwnym razie na pewno spotykałybyśmy się bardzo często :)

Dobrze, a teraz ostatnie aniołki :)
Na początek miła dziewczyneczka jako podarunek z okazji I Komunii Św.







Teraz najnowszy chłopiec z misiem :)





Ten wzór już dobrze znacie i wiem, że wielu z Was się znudził. Ja też bardzo chętnie polepiłabym inne rzeczy, które mi chodzą po głowie ale dopóki nie zrealizuje wszystkich zamówień nie mogę sobie na to pozwolić z powodu braku czasu.




A na koniec moje małe zabawo-eksperymenty czyli Niepoważna Anielinka :)



Dziś już uciekam :)
Wkrótce więcej o moim zetknięciu z kamerą.
Pozdrawiam Was cieplutko,
Oliwka :)

czwartek, 29 maja 2014

Anielice :)

Witajcie :)
Dosyć długo mnie nie było ale wrócę. Wrócę z długim wpisem, z wieściami z uczelni, z relacją z Dnia Matki, a także relacją z wizyty gości ze Słupska (odwiedziła mnie Asia z bloga http://asiekmisiek.blogspot.com/ ). Ale.. Niestety nie teraz. Mój mąż się wczoraj bardzo rozchorował. Miał temperaturę 40' i masę innych dolegliwości, więc się trochę wystraszyłam. Spędziłam trochę czasu w przychodni, później kilka godzin w szpitalu i tak mi kolejny dzień uciekł.
Dziś całe szczęście już jest lepiej.
Przygotowałam dla Was nowości. Mam zamiar zorganizować Candy i trochę udoskonalić ostatni konkurs ale wszystko w swoim czasie. Dziś muszę posiedzieć z mężem i zająć się tym wszystkim co uciekło mi wczoraj.
Póki co zostawiam Was z kilkoma sympatycznymi dziewczynkami. Jedną już widzieliście ale nie miała zdjęcia z siostrzyczką.


anioły z masy solnej, blog o masie solnej, przepis na masę solną, anioły, aniołki, podziękowania, upominek
aniołek dziewczynka z masy solnej, miś z masy solnej, laleczka figurka upominek


Teraz uciekam.
Pozdrawiam serdecznie
Oliwka :)

poniedziałek, 19 maja 2014

Piłkarzyki :)

Hej :)
Dziś u mnie same chłopaki :) Witam Was z uśmiechem na ustach bo jak patrze na te uśmiechnięte buźki to tez mi się udziela nastrój ale ogólnie jestem rozgoryczona. Miałam dziś jechać na pocztę wysłać anioła więc zamiast wjechać samochodem na podwórko zostawiłam go na pasie zieleni przed moim ogrodzeniem. Usiadłam do komputera spisać adres i słyszę nagle jakiś zgrzyt. Wyjrzałam przez okno a tam kilkoro dzieciaków i jakiś odjeżdżający samochód. Zaniepokoiło mnie to więc wychodzę na zewnątrz i widzę wielką rysę na samochodzie, która nie da się ukryć powstała od kierownicy roweru. Zapewne jedno z dzieci jadące na rowerze nie zmieściło się na jezdni z równolegle jadącym autem. Niby moja artystyczna dusza podpowiada mi, żeby nie przejmować się takimi prozaicznymi, materialnymi rzeczami aczkolwiek z drugiej strony jestem rozgoryczona. Potęguje to fakt, że to tak jakby auto mojego męża, wiec to lepsze z dwóch, które posiada moja rodzina. Niby drobna rzecz jednakże tak strasznie żal..
Dziecko zrobiło szkodę ale wina leży ewidentnie po stronie kierowcy, który powinien poczekać aż dzieciaki wyminą moje auto i dopiero jechać.
Całe zdarzenie miało miejsce jakąś godzinę temu więc dalej dudni we mnie jakiś żal, że mimo iż to nie moja wina, nie wjechałam na podwórko.
Ech.. staram się jednak cieszyć uśmiechniętymi i lekko zadumanymi piłkarzykami w których pół niedzieli malowałam piłki.
Oto oni :)
Na początek średniej wielkości (15cm) uśmiechnięte łobuziaki z piłka i gadżetami w kieszeniach.


A tu z dwoma większymi kolegami, którzy w przerwie meczu wybrali się na lody :)









Muszę uciekać gotować obiadokolacje. Zastanawiam się tylko, co mąż powie jak wróci do domu..
Pozdrawiam Was cieplutko,
Oliwka