wtorek, 5 sierpnia 2014

Zimna porcelana- pierwsze zmagania :)

Witajcie!
Trzy dni temu zaczęłam przygodę z zimną porcelaną i już chce się z Wami podzielić pierwszymi spostrzeżeniami, problemami i oczywiście... efektami! :)
Od kilku tygodni bardzo chciałam się wziąć za ten rodzaj masy. Oglądałam masę filmików na YT, głównie tutoriali jak poprawnie wykonać zimną porcelanę ale także tych w której artyści pokazują jak wykonać z niej różne cudeńka. Przeczytałam też trochę tego co udało mi się znaleźć po polsku i angielsku. Wiele informacji, które pewnie byłby przydatne było w nieznanych mi językach ale myślę, że jako początkujący dziennikarz poznałam temat ze wszystkich możliwych źródeł.
W miasteczku obok mojej miejscowości obleciałam wszystkie możliwe sklepy w poszukiwaniu kleju Wikol, który jest jednym ze składników zimnej porcelany, i niestety niewiele udało mi się w nich znaleźć. W Internecie widziałam całe litrowe butelki czy nawet wiaderka z klejem, a w sklepach udało mi się natrafić jedynie na kilka małych tubek i 3 buteleczki o niewielkiej pojemności. Mając na uwadze przygody z klejem nie zaprzątałam sobie głowy poszukiwaniami skrobi kukurydzianej tylko od razu zakupiłam ją na allegro. W piątek dotarła paczka więc miałam już wszystkie trudno dostępne artykuły. Skompletowanie reszty nie było już problemem.
Wykonanie ziemnej porcelany niestety okazało się dużo większym wyzwaniem niż się tego spodziewałam. Na tutorialach, które obejrzałam w sieci wszystko szło gładko i sprawnie, a całość pracy nad wykonaniem masy zajmowała góra 7 minut. Mnie niestety nie poszło tak świetnie.
Przeczuwając, że zadanie może być niełatwe zabrałam się za nie kiedy mama i Norbert już spali. Według wszystkich instrukcji jakie udało mi się przeczytać zimna porcelana nadaję się do tworzenia dopiero kiedy zawinięta w folie poleży około 24 godzin. Pomyślałam, że pewnie te 24h to przesada, więc jak ją sobie na wieczór zrobię to po południu będzie jak znalazł.
Posiłkując się filmikiem z YT zaczęłam przygotowanie. Po kilku minutach byłam przerażona. Miałam zapaćkane ''masą'' (jeśli można tak to nazwać) dwie miski, dwie łyżki i obydwie ręce. Nie starczyło mi jednego blatu więc przeniosłam się na drugi z tym co udało mi się odratować zanim na dobre nie przykleiło się do powierzchni moich szafek. Pot lał mi się po czole bo bałam się, że nie odkleję się od tego wszystkiego. Koniec końców udało mi się coś zagnieść ale z pewnością dużo więcej zostało na szafkach i naczyniach. Bałagan był nie do opisania, a do tego wszystko twarde jak skała. Stwierdziłam, że lepiej, żeby nikt tego nie zobaczył więc przez godzinę skrobałam blat i miski. Jedną zostawiłam sobie na rano i jak się później okazało wystarczyło namoczyć ją w wodzie przez godzinkę ale ja w nocy byłam zdesperowana.
Następnego dnia zaczęłam tworzyć. Nie jest to łatwe dla takiego laika, więc jedyne co jestem w stanie Wam na początek pokazać to serduszka, które mogą być wzorem podziękowań ślubnych czy drobnym upominkiem. Wiele dni prób jeszcze przede mną ale zimna porcelana jest niesamowita! Taka delikatna, gładka i bardzo plastyczna. Masa solna w porównaniu z nią jest można powiedzieć ''pancerna'', nawet taka rzadka. Na tej widać doskonale każde jedno muśnięcie palca. Trzeba cały czas bardzo uważać. Nawet przekładając ją z blatu na którym tworzymy może okazać się nie lada wyczynem. Wyroby z masy solnej (jeszcze zależy które) czasem spadną na podłogę i da się je uratować. Tu jest zupełnie inaczej.  Jednak jest sporo dobrych stron. Przede wszystkim fakt, że nie trzeba jej piec. Większa część kosztów związanych z masą solną to opłaty za energię zużywaną w piekarniku więc zimna porcelana jest bardzo ekonomicznym rozwiązaniem.  Ale oprócz tego jest też wiele innych plusów- tak mi się przynajmniej wydaje ale póki jestem jeszcze w fazie 'raczkowania' w tym temacie nie będę się wymądrzać.
W każdym razie w głowie mam masę pomysłów, a na parapecie już suszą się kolejne nieco trudniejsze rzeczy, które robiłam bazując na tutorialach z yt. Może niebawem Wam je pokażę. Miałam doskonalić technikę parek stojących ale teraz w głowie mam zupełnie coś innego.
Ale może dość gadania na dziś. Zobaczcie efekty.











Przy okazji jak jestem to wyjaśnię jeszcze, że w ostatnim poście kiedy pokazywałam wianek od Emi stał on obok koszyczków od Justyny z Jaśminy Rękodzieło i dyniogłówki od Asiek Misiek. Nie chciałam, żeby te prace zostały skojarzone z Emi bo to tylko taka moja mała aranżacja obok wianka, a mogło być to źle odebrane.
Pozdrawiam Was cieplutko :)
Życzę miłego wieczoru,
Oliwka :)

piątek, 1 sierpnia 2014

Stojące parki ślubne- początki

Witajcie :)
Dziś w pierwszej kolejności chciałam pokazać Wam śliczny wianek jaki dostałam od Emi z okazji wymianki jaką zorganizowała na swoim blogu. W wymiance trzeba było wybrać kolory, wiec wybrałam biel, róż i beż. W takich właśnie kolorach dostałam śliczny upominek :)
Do wianka dołączone były słodkości i odręcznie pisany list, który bardzo mnie wzruszył. W obecnych czasach mało kto zdobywa się na taką formę korespondencji.

Wianek na razie znalazł sobie miejsce na kredensie w pracowni. Myślę jednak, że po remoncie będzie wisiał na drzwiach wejściowych.

Zachęcam Was do zajrzenia na bloga Emi, która nie tylko robi śliczne wianuszki ale także decupage'uje i wyplata z papierowej wikliny. Niżej zamieszczam adres.

Mój ogród dalej jest w fazie metamorfozy. Dookoła ziemia i coraz mniej zieleni.
Ja podczas tego całego zamieszania niewiele się udzielam i staram się jak najmniej wyściubiać nos z pracowni. Mam kilka rzeczy do zrobienia, ale terminy nie naglą więc przy okazji nowych wyzwań-eksperymentuję. Dziś będziecie mogli zobaczyć efekty tych moich eksperymentów :) Ale nie nastawiajcie się na zbyt wiele. Ja najchętniej wrzuciłabym te twory do pudła z napisem ''cuda'' gdyby nie fakt, że nasiedziałam się nad nimi i trochę mi szkoda.
Ale może najpierw mały widok z tego co się dzieje w ogrodzie.
Pierwsze zdjęcie przedstawia już ''pusty'' ogród, przygotowany na przyjazd ziemi. Żałuję, że nie uwieczniłam tego jak wyglądał przed jakimikolwiek zmianami ale powiem Wam, że kiedyś oczko zachęcało do kąpieli, a na środku podwórka był klomb z różnymi krzaczkami ozdobnymi, kwiatami i drzewkami. Wyglądało to znacznie lepiej niż na pierwszym zdjęciu.
W każdym razie teraz trwa rewolucja, a Klakier podobnie jak i ja....
....nie ogarnia tej kuwety :D

Ale dość o ogrodzie. Teraz moje najnowsze twory- stojące parki ślubne! 
Czyli coś czego jak dotąd nigdy nie robiłam.

Na początek malutkie, które całe szczęście już są u nowej właścicielki. Te mają jedynie około 8cm wysokości.




A teraz większe.
Te mają już jakieś 13-14cm i jak pisałam wyżej nie jestem z nich zadowolona. Daleka droga jeszcze przede mną ale początki nigdy nie są łatwe.
Wyglądają trochę klęmpowato... 
Jedyne co mi się w nich podoba to malowania niektórych małych elementów, ale całość zdecydowanie do poprawki. 





Na dziś tyle.
Pozdrawiam Was cieplutko,
Oliwka :)

piątek, 25 lipca 2014

Koszyczki :)

Witajcie :)
Muszę podzielić się z Wami dobrymi wiadomościami. Zaliczyłam wczoraj dwa egzaminy na 5!!!!!
Strasznie się cieszę.  Musicie wiedzieć, że te ostatnie dwa egzaminy były na prawdę bardzo trudne. Jeden był z prawa prasowego, drugi z ochrony własności intelektualnej. Zostawiłam  ich na koniec bo zależało mi, żeby jak najlepiej się do nich przygotować. Stres był niesamowity ale całe szczęście mam to już za sobą.
Mam zamiar zająć się teraz wszystkim tym, co w ostatnich dniach odkładałam na później. Starałam się cały czas uczyć, czytać i przypominać. Zawsze wtedy wpadało mi w ręce coś, co muszę zrobić. Jakieś prace domowe, coś na komputerze, do kogoś trzeba było napisać, zadzwonić, gdzieś się umówić, coś uporządkować w domu, w ogrodzie... i cały czas dręczyła mnie myśl, że jeśli poświecę na to czas i pominę coś czego powinna się nauczyć, to później będę na siebie wściekła.
Teraz już mam to za sobą więc czeka mnie stos różnych prac.
Dziś wpadam do Was z kwiatowymi koszyczkami. Bardzo chciałam zrobić koszyczki z bratkami. Nie wyszło to do końca tak jak wyglądało w mojej głowie. Wiem, też, że do bratków im daleko ale patrząc na nie można się chyba domyśleć o jakie kwiaty mi chodziło.


Przy okazji jeśli macie ochotę zajrzyjcie w zakładkę ,,Pytania i Odpowiedzi'' dodałam tam kilka odpowiedzi, na pytania, które nadsyłaliście mi w e-mailach i komentarzach. 
Może nie jest tego dużo bo przybyło jedynie 6 kwestii ale większość waszych pytań jakie nadsyłacie się powtarza, a ja często nie mam czasu odpisywać na wszystkie wiadomości.
Przy okazji chciałabym jeszcze zwrócić się publicznie do anonimowej hejterki, która w ostatnim czasie oprócz wielu innych wiadomości i komentarzy zarzuciła mi, że nie odpowiadam na pytania bo ,,boję się konkurencji''. Nie rozumiem dlaczego miałabym bać się konkurencji zwłaszcza od osób, które potrzebują ode mnie rad i wskazówek? Nie boję się i chętnie pomagam. Odpowiadałam na wiele pytań o masę solną, dotyczących poszczególnych technik czy ogólnie rękodzieła i kwestii z nim związanych Np:  Kindze z bloga Szczypta Magii, Asi z bloga Twórczy Świat Joanny, czy Katarzynie z bloga Podkarpackie Anioły, a także kilku innym blogerkom.
Ale nie będę odpowiadać na wiadomości i komentarze osobom anonimowym, które boją się mi przedstawić, bezpodstawnie oskarżają i nie mają odwagi pokazać swoich prac. Bardzo łatwo jest anonimowo kogoś oczerniać. 
Ci, którzy znają mnie bliżej z pewnością widzą ze zawsze chętnie pomagałam, dzieliłam się tym co miałam i nie pisze tu tylko o kwestiach rękodzieła. Ale wybaczcie, tak samo ja jak i pewnie Wy nie oddam swojej ''ostatniej bluzki''. Więc wybaczcie, że i w kwestii masy solnej chciałbym zostawić coś dla siebie. O czym pisałam już nie raz.






Pozdrawiam serdecznie,
Oliwka

poniedziałek, 21 lipca 2014

Ogród i anioły.


Witajcie :)
Ostatnio sporo się u mnie dzieje. Opowiem Wam co nieco, żebyście byli na bieżąco bo pewnie temat ten będzie się u mnie ciągnął przez następnych kilka miesięcy ale zacznę od początku.
Otóż obok mojej posesji znajduje się wolna działka, którą kiedyś wszyscy mieszkańcy ''osiedla'' wykupili z przeznaczeniem na plac zabaw dla dzieci. Odkąd się tu sprowadziłam ( było to około 7 lat temu ) na placu tym nic się nie działo poza tym, że powyrastały przepiękne brzózki, sosenki, wierzby i miałam piękny widok z okna mojej pracowni.
W zeszłym roku w gminnej gazetce ukazała się informacja, że na tej posesji w 2014 roku rozpocznie się budowa placu zabaw. 
W poprzedni poniedziałek kiedy szykowałam się do pracy usłyszałam dźwięki pił spalinowych. Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam jak znikają wszystkie drzewka i krzewy zza okna. Obok mojego płotu rosła nawet całkiem spora dzika jabłonka i nawet ona nie została oszczędzona. Chciało mi się płakać. Nie dlatego, że zrozumiałam, że zaczynają się prace nad tym placem ale dlatego, że zniknęła ta cała zieleń, która zasłaniała trasę szybkiego ruchu E7 a widok pościnanych drzewek bardzo mnie przygnębił. 
Niestety nie było naszym największym zmartwieniem. Zdałam sobie sprawę, że wycięcie całej zieleni to początek zmian do których niewątpliwie będzie należało podwyższenie i wyrównanie terenu na tej posesji.
Nasze podwórko jest podwyższone tylko w jednej dziesiątej jego części. Podwyższyliśmy je od strony sąsiadów, ponieważ woda ściekająca z ich podwyższonego terenu zalewała nam kwiaty i sprawiła, że po obfitych deszczach zgniły nam czereśnie, które już pięknie zaczęły owocować.
Niestety nigdy nie podwyższyliśmy całego placu, bo nie widzieliśmy takiej potrzeby. W obecnej sytuacji jest to niestety konieczność ponieważ wysoko podniesione podwórko moich sąsiadów w połączeniu z podwyższonym terenem pod placem zabaw sprawią, że przy okazji większego deszczu po prostu będziemy pływać w wodzie. 
Ale żeby do tego nie dopuścić trzeba było zacząć działać i to błyskawicznie. Norbert obdzwonił okolicznych właścicieli koparek i wywrotek i zmówił ziemię wobec czego musieliśmy w bardzo szybkim tempie zrobić wszystko by uratować choć część roślin, krzewów i drzewek w przeciwnym razie zostały by po prostu zasypane.
Przekopaliśmy większą część naszej roślinności na ten niewielki kawałek, który już jest podwyższony. Podcięliśmy gałęzie w wierzbie, brzozach i sosenkach aby trochę ułatwić prace koparkom, które będą rozgarniać ziemię. Poza tym wypompowaliśmy resztki wody z oczka i wyciągnęliśmy folę, którą przez kilka dobrych godzin szorowałam z glonów, które wykluły się od ostatniego czyszczenia. 
Może wydawać Wam się, że to niewiele pracy ale wierzcie mi na słowo, że nie było lekko. Zwłaszcza, że z nieba lał się żar a w każdym zakamarku przekopywanego przez nas krzaka czaiły się chmary krwiożerczych, spragnionych komarów, które 'ogryzły' mnie do kości.
Przy okazji mogę zastosować małą antyreklamę i powiedzieć Wam, że Bye,Bye Mosquito, BROS i OFF- nie działają.
Wszyscy staraliśmy się jak mogliśmy, żeby jak najlepiej przygotować teren do podwyższenia.
Mój tata jako najstarszy, honorowy członek rodziny sprawował funkcje głównego kierownika nadzorując wszystkie prace. Cały czas wiernie towarzyszyły mu w tym koty, które przeważnie chciały kopać dokładnie tam gdzie my. Tata przy okazji, jak Wam już kiedyś pisałam, okrył w sobie pasję fotografowania.
Stał się naszym rodzinnym dokumentalistą.
Niżej prezentuje Wam efekty jego ciężkiej pracy, którą się bardzo zmęczył :D:D:D:D :) :) :)

Wierzcie mi, że po tych wielogodzinnych przekopywaniach, podcinaniach, przenoszeniach i czyszczeniach zrealizowanie jednego z zamówień w chłodnym domu było czystą przyjemnością i tak właśnie powstały dwa anioły i serduszko, które możecie obejrzeć niżej.
Z pewnością nie są to jakieś cuda, z miodem też niewiele mają wspólnego a jeden z aniołków w koszyczku ma róże zamiast orzeszków, wiec z pewnością te prace to nie ''cud, miód i orzeszki'' ale myślę, że wyszły nie gorzej od poprzednich.
Co prawda już dobrze znacie te wzory i pewnie Wam się już znudziły ale takie było zamówienie.
I pomimo, że wyglądają bardzo podobnie do swoich poprzedniczek zapewniam Was, że nie zostały wyjęte z foremki lecz każdy został zrobiony własnoręcznie :) .











Pozdrawiam Was serdecznie,
Oliwka :)

wtorek, 15 lipca 2014

Serduszka dożynkowe

Witajcie!
Dziś wstawiam serduszka dożynkowe. Będą podziękowaniem dla gości zaproszonych na dożynki.
Motywy kwiatowe, owocowe i trochę z kłoskami zbóż. Mają zapewnić każdemu obdarowanemu zdrowie i dostatek w domu :)







Lecę do pracy,
Pozdrawiam Was cieplutko,
Oliwka

niedziela, 13 lipca 2014

Anioły

Witajcie,
Dziś pokażę Wam anioły, które zrobione są na zamówienie. Zamawiane były chyba w kwietniu (3 duże anioły+ dziewczynka z kwiatkami).
Powiem Wam, że zdarza mi się to po raz pierwszy.. Już trzeci raz poprawiam to zamówienie i wciąż robię coś nie tak.
Poprawiam to za mało powiedziane, po prostu robię je od nowa. Klientka zawsze coś znajdzie co zrobiłam nie tak. Myślę, że te w końcu zostaną zaakceptowane bo jeżeli nie to chyba raczej już się poddam.
Pewnie zrobiłabym to już dawno gdyby nie fakt, że pani ta kupuje ode mnie anioły do kolekcji i ma już dwa inne z moich aniołów. Całe szczęście, że poprzednie ''nieudane anioły'' już się sprzedały bo w przeciwnym razie pewnie zwątpiłabym w moje umiejętności.
Trzymajcie więc za mnie kciuki, bo wysłałam już zdjęcia ale odpowiedzi jeszcze nie otrzymałam.






Pozdrawiam Was cieplutko,
Oliwka